Teść i teściowa to dziwni ludzie. Bawią się z dzieckiem....tiaaa. Jak zostawiłam małą u nas na górze w kojcu żeby mama z nią posiedziała jak ja pojadę na godzinę zrobić zakupy, tak jak wróciliśmy z mężem mała nadal tam była. Teściowa jak może to jej nigdy z kojca nie wyciągnie. Mała do kuchni im łazi i łapie za słoiki, to matka zamiast te słoiki wynieść gdzieś to ma w dupie, po to dziecko ma uważać. Kuchni też nie zamyka, nie zabezpiecza bo od dawna nie ma drzwi i to nie jej dziecko. Dywanów na dole dziesiątki, gdzie popadnie, całe w sierści bo pieski mogą nawet w jej pościeli spać. Kota jakoś trzyma przy życiu karmiąc strzykawką. Szkoda słów. Kaskę ma nieco pooszczędzaną, szwagierka ma z mężem problemy finansowe - to ta nigdy jej pożyczki ani pomocy nie zaproponuje. Nam pożyczyli na podatek do notariusza bo chodziło o ziemię - no bo jakby teraz jej nie poprzepisywała babcia to pewnie komuś innemu z rodziny by się dostała ...no a to nie do pomyślenia. Rzygać mi się na to chce. Teść hoduje gołębie to w tych ciuchach w których je ogarnia, wchodzi do domu i siada na wersalce. Pomijam fakt,że jak mu szczur na gołębie polował to je wszystkie na strych wyniósł, one tam srały, i ogólnie tam wejść ja już nie wejdę z astmą - a tam miałby być ciuszki trzymane Amelki heh. Gołębie zabrał,gówien jednak nie sprzątnął. Do tego mój mąż, cały urlop ponad tydzień spędził na tym strychu sprzątając i ocieplając - i tak kurwa ani nie mieliśmy czasu dla siebie i dziecka ani z zapieprzu męża nic nie pozostało. Jak tu żyć???? Ja tego nie wytrzymam. Psychicznie jestem już w kawałkach. Ja nie umiem żyć z ludźmi a tu jeszcze tak mi się trafiło. Nie potrafię olewać i się nie przejmować w nieskończoność. Fakt, jestem nieudacznikiem i jakbym odeszła od męża zabraliby mi dzieci bo bym ich nie utrzymała sama. Do tego nie jestem w stanie dopuścić do siebie sytuacji kolejnej porażki w życiu - obiecałam sobie,że moje dzieci będą miały rodzinę.
Co do małego w brzuchu, chciałam dziecko ale nie tak szybko i nie z moim mężem. Nie mogę znieść myśli,że to chłopak, że mąż je kocha, że teraz je będziemy mieli i to my oboje i że dalej będę uwięziona w tym domu i teraz z 2 -ką dzieci bez nikogo bliskiego. Toż to tylko powiesić się - nic więcej. heh .
A tak chciałam odjeść z Amelką gdzieś huj wie co, żeby mój mąż mógł sobie znaleźć inną, lepszą żonę, żeby nie musiał już na mnie patrzeć. Chciałam jechać gdzieś zdala od ludzi. A tak serio to chciałam sama bez Amelki zniknąć. A teraz musiałabym to zrobić z małym w brzuchu co uznałabym za morderstwo a tego nie strawię, bo dziecko jest niczemu winne że ma głupią matkę, która go nie chce. No i nie zostawię męża samego z Ami bo się załamie i nie da sobie rady.
-
misienka44:
-
kar00lka:
-
misienka44:
Pokaż wszystkie (4) ›